Reklama

Wdzięczni za 40 lat pontyfikatu

2018-11-07 08:52

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 45/2018, str. IV

Joanna Ferens
Odpust w kościele św. Jana Pawła II i poświęcenie nowej figury

Kard. Karol Wojtyła 16 października 1978 r. został wybrany na następcę św. Piotra. Rozpoczął się wyjątkowy pontyfikat. Było to wydarzenie ważne, szczególnie dla nas, Polaków. Dlatego też 40. rocznicę pontyfikatu papieża Jana Pawła II mieszkańcy Biłgoraja uczcili szczególnie uroczyście

Do wspólnego przeżywania rocznicy w szczególny sposób zaprosiła społeczność Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Papieża Jana Pawła II w Biłgoraju. To właśnie tutaj, w głównym holu szkoły, znajduje się obraz z wizerunkiem Papieża Polaka, ofiarowany społeczności szkolnej przez samego Jana Pawła II, z jego własnoręcznym podpisem. Tutaj również znajduje się kamień węgielny poświęcony przez naszego wielkiego Papieża. Dlatego też właśnie w tym miejscu i w tym wyjątkowym dniu uczniowie i nauczyciele złożyli kwiaty i zapalili świece jako wyraz swojej pamięci o Patronie szkoły, a także wdzięczności za naukę, którą nam pozostawił. O pamięci i wdzięczności za dar wyboru Papieża Polaka na Stolicę Piotrową mówił dyrektor szkoły ks. Witold Batycki. – To było niebywałe wydarzenie. Świat cały zamarł, nie wierząc, że Polak został papieżem. Chcemy, aby ta pamięć się nie zatarła, dlatego gromadzimy się tutaj, przy tym obrazie, który jest symbolicznym miejscem łączności z Janem Pawłem II i z Watykanem. Czego możemy się dziś, szczególnie wy, młodzi ludzie, nauczyć od Jana Pawła II? Przede wszystkim tego, co to znaczy być człowiekiem wielkim, a także tej olbrzymiej chęci poznawania świata i radości życia – to było u niego najpiękniejsze. Fotograf papieski Arturo Mari pytał kiedyś, jak Papież na to wszystko znajduje czas. Do dziś nie potrafimy na to odpowiedzieć, gdyż Jan Paweł II znajdował czas i na sport, i na czytanie książek, nawet w wielu językach, a także na pisanie swoich dzieł, spotkania z ludźmi, podróże i nauczanie. I za tę jego wielkość dziękujemy i prosimy, aby prowadził nas wszystkich drogami swojego nauczania – wspominał ks. Batycki.

Szukał nas

Dalsza część obchodów miała miejsce w sanktuarium św. Marii Magdaleny, gdzie odmówiono Litanię do św. Jana Pawła II oraz wzywano wstawiennictwa świętego Papieża. W imieniu całej szkoły modlił się katecheta ks. Adam Malinowski. – Św. Janie Pawle II, kiedy odchodziłeś z tego świata, to napisałeś na kartce takie słowa, które bardzo mocno zapadły nam w serce. Pisałeś, że całe życie szukałeś nas, a teraz my przyszliśmy do ciebie. I taka jest prawda. Przychodzimy dzisiaj do ciebie w ten dzień, kiedy 40 lat temu sam Chrystus wybrał ciebie i powołał, abyś został Jego namiestnikiem i głową całego Kościoła. Stałeś się papieżem, który nieustannie pielgrzymował, który wychodził do ludzi i pragnął się spotykać z tymi, którzy często byli pogubieni na drogach swojego życia. Z takim samym przekonaniem dzisiaj my przychodzimy do ciebie. Często zagubieni, słabej i małej wiary, z brakiem odwagi. Przychodzimy do ciebie jako do świadka Bożej miłości i Bożego Miłosierdzia, jako do osoby, która jest nam bardzo bliska i jest naszym przewodnikiem do Jezusa Chrystusa. Prosimy ciebie, abyśmy mogli, tak jak ty, odpowiedzieć na te wszystkie wyzwania, do których wzywa nas Chrystus – mówił.

Spotkanie zakończyło się ucałowaniem relikwii św. Jana Pawła II, znajdujących się w diecezjalnym sanktuarium.

Reklama

Druga część świętowania wraz z katolickim liceum miała miejsce 24 października, kiedy to uczniowie, nauczyciele oraz zaproszeni goście wspólnie uczcili św. Jana Pawła II podczas święta patrona szkoły. Uroczystość obfitowała w różnorakie punkty programu, a tematyką nawiązywała do nauczania Jana Pawła II. Obchody rozpoczęły się od Eucharystii, której przewodniczył pasterz diecezji zamojsko-lubaczowskiej bp Marian Rojek. Księdza biskupa i wszystkich zgromadzonych witali kustosz diecezjalnego sanktuarium i dyrektor szkoły ks. Witold Batycki oraz przedstawicielka rodziców Małgorzata Duma. – W imieniu uczniów, rodziców i nauczycieli Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego w Biłgoraju z radością witamy księdza biskupa w naszej szkolnej społeczności. Jesteśmy dumni, że katolickie liceum stanowi wspólnotę, która daje nam siłę i umacnia naszą wiarę. Dziękujemy za obecność i wspólną modlitwę, która jest dla nas wyjątkowym przeżyciem. Z wdzięcznością przyjmujemy fakt, iż ksiądz biskup uświetni ślubowanie uczniów klas pierwszych. Zwracamy się z prośbą o błogosławieństwo oraz pamięć w modlitwie, abyśmy gorliwie pielęgnowali miłość oraz pozostali wiernymi wartościom wpisanym w naukę Kościoła oraz patrona naszej szkoły. Jesteśmy przekonani, że dzisiejsza wspólna modlitwa umocni w nas wiarę i gotowość wypełniania słów Chrystusa, który jest źródłem wszelkiego dobra i piękna – powiedziała.

Rozwijając talenty

W homilii ksiądz biskup apelował do młodzieży, aby nigdy nie poddawali się i rozwijali swoje talenty. – Kiedy mówimy o wiedzy, to wiemy, iż jest to pewna treść potrzebna nam do życia. Ale obok wiedzy, szkoła, którą reprezentujecie, uczy was mądrości, która poprowadzi dobrze przez życie, wykorzystując te talenty i umiejętności, które posiadacie. Ta mądrość dzisiaj przyprowadziła nas także do Jezusa Chrystusa, bo tu jest nasze źródło mądrości i wiedzy, ale także źródło świętości życia. Bo w naszym życiu chodzi nam głównie o to, abyśmy je dobrze przeżyli – podkreślił bp Rojek. – Zatem codziennie koncentrujcie się i nie poddawajcie. Bądźcie gotowi do tego, by każdego dnia czegoś od siebie wymagać i pokonywać opór codzienności. A owoce przyjdą z czasem, bo drzewo będzie tylko wtedy mocne, kiedy wciąż zmaga się z wiatrem, jaki na nie naciska. Zobaczcie, jakie macie umiejętności, talenty i co z nimi robicie, jak je wykorzystujecie. Chciejcie pokonywać różne słabości w waszej wiedzy po to, aby zdobyć to, co dla was najważniejsze. Niech to będzie pragnieniem każdej i każdego z was – tłumaczył ksiądz biskup.

Ślubowanie klas pierwszych

Bezpośrednio po Mszy św. nastąpiło uroczyste ślubowanie uczniów klas pierwszych. – My, uczniowie klasy pierwszej Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego im. Papieża Jana Pawła II w Biłgoraju, ślubujemy uroczyście na sztandar szkoły: rozwijać swoje zdolności intelektualne i wartości narodowe, kierując się nauką Kościoła przekazywaną nieomylnie przez Ojca Świętego, przyczyniać się swą postawą i wiedzą do powiększania dobra powszechnego naszej Ojczyzny, kształtować kulturę ludzi wolnych i ofiarnych w wierności wartościom: Bóg – Honor – Ojczyzna, zobowiązujemy się do wypełniania poleceń nauczycieli i wychowawców. Tak nam dopomóż Bóg – mówiła w imieniu wszystkich uczniów Monika Dziduch.

Uczniowie otrzymali szkolne czapeczki wykonane na wzór czapek noszonych przez studentów KUL. Został również rozstrzygnięty konkurs wiedzy o Janie Pawle II przygotowany przez ks. Adama Malinowskiego. I miejsce w konkursie zdobyła Angelika Rapa z kl. Ia, II miejsce zajęła Kinga Maciocha również z kl. Ia, zaś III miejsce wywalczył Grzegorz Żmudzki z kl. Ib.

Święto patrona szkoły zakończył montaż słowno-muzyczny przygotowany przez młodzież z Grupy Teatralnej Katolickiego Liceum, którego myślą przewodnią była 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości oraz nauczanie papieża Jana Pawła II o ojczyźnie i patriotyzmie.

Uroczystości odpustowe

Z kolei w parafii pw. św. Jana Pawła II w Biłgoraju, w dniu jego liturgicznego wspomnienia, odbyły się uroczystości odpustowe ku czci Papieża Polaka. Zgromadzonych powitał proboszcz ks. prał. Józef Flis: – Chcemy Panu Bogu dziękować za tego niezwykłego świętego, wielkiego Polaka i wyjątkowego Papieża. Chcemy dziękować za św. Jana Pawła II jako patrona wspólnoty parafialnej i jednocześnie uczyć się od niego, jak jeszcze bardziej kochać Jezusa Chrystusa, jedynego Odkupiciela człowieka.

Sumę odpustową odprawił i słowo Boże wygłosił biskup tytularny chełmski i biskup pomocniczy archidiecezji przemyskiej bp Stanisław Jamrozek. W rozmowie tłumaczył, że nauczanie Jana Pawła II jest niezwykle aktualne na obecne czasy. – Wierzę w to mocno, że Ojciec Święty może nas jeszcze dzisiaj wiele nauczyć. Człowiek XXI wieku może zaczerpnąć przede wszystkim z jego postawy odważnego głoszenia Jezusa, którego niósł całemu światu jako pielgrzym po to, aby inni mogli poznać Chrystusa, pokochać Go i przy Nim trwać. To również dla nas bardzo ważne zadanie, abyśmy poznając Pana, mogli Go zanieść drugiemu człowiekowi – mówił.

Uroczystości zakończyła procesja eucharystyczna wokół kościoła oraz poświęcenie nowej figury św. Jana Pawła II, która została umieszczona w głównym ołtarzu i zastąpiła dotychczasową, drewnianą płaskorzeźbę Papieża.

Tagi:
Jan Paweł II

Boże dziecię, święty z wadowic i Nasze dzieci

2019-01-02 11:07

Agnieszka Czajkowska
Niedziela Ogólnopolska 1/2019, str. 18-19

Grzegorz Gałązka

Homilie o dorastaniu

Co rano słucham fragmentów homilii św. Jana Pawła II przypominanych przez radio. Te powroty do przeszłości mają wartość nie tylko sentymentalną – można dzięki nim na nowo przeżywać chwile pełne uniesienia, do tego pochodzące z własnej młodości. Ale pokawałkowane wypowiedzi Papieża kierowane do nas kiedyś słuchane dziś brzmią jak prawdziwe proroctwo. Mają niezwykłą wartość poznawczą w odniesieniu do teraźniejszych czasów, do naszej codzienności. Kilkanaście lat po śmierci Karola Wojtyły jego słowa precyzyjnie nazywają cywilizację, w której żyjemy, definiują zjawiska, z którymi przychodzi nam się mierzyć każdego dnia.

Papieska lekcja młodości

W nadawanym któregoś dnia fragmencie Papież wspominał swoją pracę podczas okupacji w kamieniołomach, na których terenach stoi obecnie łagiewnickie sanktuarium Bożego Miłosierdzia. To znamienna cecha słów Papieża, przynajmniej tych kierowanych do Polaków, ale myślę, że także do wiernych z innych państw: obfite czerpanie z własnych doświadczeń, naturalne sięganie do dziejów narodowej wspólnoty, śmiałe przywoływanie historii przeżywanej przez niego samego i bliskich mu ludzi, włączanie w przestrzeń duchową ludzkiej twórczości, śladów inwencji poetów, pisarzy, malarzy, muzyków. Te w pełni człowiecze świadectwa i zdarzenia w połączeniu z dokonującą się na oczach wiernych hermeneutyką Pisma Świętego tworzyły niezwykły efekt papieskich homilii – zarazem osobistych i uniwersalnych, szczególnych i ogólnych.

Niemodne buty

Tym razem było o pracy podczas okupacji i drodze do niej, pokonywanej w drewnianych butach. „Takie się wtedy nosiło” – wyjaśniał z uśmiechem stary człowiek, mając na względzie współczesne przyzwyczajenia ludzi poddawanych presji zmiennych trendów w modzie. Pomyślałam wtedy nie o humorze Papieża i jego dystansie do siebie, ale o tym, że w swojej biografii uobecnia on los tych wszystkich biednych i krzywdzonych, cichych i ubogich, którzy, w młodości poddawani upokorzeniom, egzystujący najniżej w hierarchii społecznej, w urągających warunkach higienicznych i społecznych, dzięki własnej pracy, ale przede wszystkim realizując Boży zamysł, stali się bohaterami swoich i przyszłych czasów. Nie trzeba tworzyć fikcji w rodzaju „Milioner z ulicy” – wystarczy się przyjrzeć losom Karola Wojtyły. Śmieszne, niewygodne (jak one musiały obcierać stopy, jak musiało być w nich zimą zimno!), koszmarnie brzydkie buty w przeszłości – i robione na zamówienie przez najlepszego włoskiego szewca buty papieskie! Najwyższy hierarcha, w miejscu swojej niewolniczej pracy konsekrujący świątynię Bożego Miłosierdzia! Co za precyzyjny plan, jaka pointa do historii XX wieku! Ale też jaka determinacja Papieża, by przez własny los powiedzieć wszystkim: to siła wiary i odwaga ducha są ważne, nie osobiste wygody i zapewniony komfort codzienności. W swoim wspomnieniu z młodości wyartykułował wyraźnie: prawdziwa wielkość powstaje z małości i nędzy.

Skończył się Adwent. Znów wszyscy trwaliśmy w oczekiwaniu na narodziny Boga w biedzie i poniżeniu, by uświadomić sobie, co jest autentyczną wartością.

Odnaleźć swoje dziecko

Program adwentowego przygotowania do świąt 2017 r. szczególną uwagą otaczał św. Józefa. To jego oczami próbowaliśmy patrzeć na historię Jezusa. Jednym z ważniejszych fragmentów biografii Zbawcy jest moment, w którym podczas powrotu z jerozolimskiej świątyni ginie On z oczu Rodzicom. Przez trzy dni Jego opiekunowie nie wiedzą, gdzie jest ich Dziecko. Zawsze gdy o tym słucham, próbuję sobie wyobrazić niepokój, a potem narastające przerażenie Matki i Ojca szukających zagubionego Syna. Myślę też o swoich oczach, które w przeszłości ciągle były skierowane na dzieci. Zastanawiam się wówczas, jak można było nie upilnować ukochanego członka rodziny!

Ten fragment Ewangelii według św. Łukasza jest dobrze znany i często komentowany. Mówi się, że to nie Chrystus się zgubił, a my, i to my – ludzie – mamy powracać do kościoła, w którym On na nas czeka.

Zastanowiło mnie coś, na co wcześniej – pełna próżności, bo nigdy przecież nie zgubiłam swojego dziecka! – nie zwracałam uwagi. Najciekawszy w tej historii wydał mi się moment odnalezienia Jezusa w świątyni. Mały Chłopiec z pełną powagą dyskutuje z uczonymi w Piśmie. I jest przez nich słuchany. Dorośli szanują Malca, który do nich przemawia. Trwa to trzy dni. Przez cały ten czas Jezus musiał sobie radzić, coś jeść, gdzieś spać...

Czy to jeszcze nasze dziecko?

Powracający do Jerozolimy Rodzice jakby z dystansu spoglądają na swoje Dziecko. Widzą w Nim coś nowego, czego wcześniej nie dostrzegali – a może czego się tylko domyślali? Co wtedy czują? Dumę czy poczucie obcości? Czy mają świadomość, że w tej chwili niejako stracili Syna, który stał się osobą publiczną? Na nic słowa Ewangelisty, że po powrocie do domu Jezus stał się posłuszny Józefowi i Maryi. Widok własnego Dziecka w jerozolimskiej świątyni na zawsze pozostał w Ich sercach, pewnie wzbudził niepokój. Był już przez wszystkie kolejne dni jak tykająca bomba zegarowa, jak zapowiedź niezwykłego losu Odkupiciela świata.

Doświadczenie Rodziców 12-letniego Zbawcy jest niezwykłe i zarazem typowe. Każdy, kto ma dzieci, przeżywa moment, w którym ujawniają się ich tożsamość, odrębność, jakaś dorosłość. Czasem jest to nagły i niespodziewany przebłysk talentu, czasem oświadczenie młodego człowieka o dokonanym wyborze czy powziętym zamiarze. Dotyczy to szkoły, modelu życia lub – co gorsza – ujawnia się przez niewłaściwe związki i złe czyny. Iluż rodziców przeciera oczy ze zdumienia, gdy dowiaduje się, że ich grzeczne dziecko ma na sumieniu całkiem groźne przestępstwa! Ale też zdarza się, że – widząc młodego człowieka na scenie czy odbierającego znaczące wyróżnienie – ocierają łzy dumy i wzruszenia.

Zawsze w takim momencie poznajemy własne dziecko na nowo, żegnamy się ze swoim wyobrażeniem na jego temat. Jesteśmy wtedy zmuszeni do akceptacji jego podmiotowości i samodzielności. Tracimy przy tym własną naiwność, a nasza miłość do syna czy córki staje się trudniejsza i dojrzalsza.

Dr hab. prof. nadzw. UJD Agnieszka Czajkowska
Wykładowca akademicki, miłośniczka literatury i kultury XIX wieku, uczestniczka życia parafialnego, szczęśliwa żona najlepszego męża i matka trójki kochanych dzieci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Duszpasterska wizyta, duszpasterska szansa

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2004

Graziako/Niedziela
Kapłan podąża z wizytą kolędową

Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, w pogotowiu jest cały blok albo cała ulica. Kobiety zwalniają się z pracy, aby na czas przygotować stół przykryty obrusem, kropidło, naczynie z wodą święconą, pasyjkę i świece. Dzieciaki na gwałt uzupełniają zeszyty do religii albo gwarem wypełniają klatki schodowe, by co chwilę meldować pod „którym ksiądz jest numerem”. W blokach, w wielkich parafiach wizyta trwa krótko, najwyżej kilka minut. Jedni nie kryją irytacji: Na co komu taka kolęda? Czy coś z niej wynika? Inni bronią księży: przecież parafia liczy 15 tys. osób - musi wystarczyć krótka modlitwa i wymiana kilku zdań. Tak czy owak, nie milkną dyskusje wokół celowości kolędy.

Skąd się wzięła

O chodzących po kolędzie księżach pisał już Mikołaj Rej wkładając w usta wójta krytykę plebana: „... potym bieży po kolędzie / w każdym kącie dzwonić będzie / Więc woła Illuminare / a ty chłopku musisz dare...”. Skąd się jednak wziął zwyczaj duszpasterskich wizyt, trudno ustalić.
W starożytnym Rzymie odwiedzano się w styczniowe kalendy (callandae), zaczynające nowy rok. Wiadomo także, że wyraz „kolęda”, który do Polski dotarł za pośrednictwem Czechów, oznaczał pierwotnie pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzania z tej okazji wiejskich gospodarzy.
Kościół zaadaptował te ludowe zwyczaje, łącząc je z błogosławieństwem domów w uroczystość Trzech Króli. A że nie dałoby się tego dnia odwiedzić wszystkich, wizyta rozłożyła się na czas poświąteczny.
Niemiecka i polska tradycja każe z okazji Trzech Króli napisać poświęconą kredą na drzwiach domów „K+M+B” (lub „C+M+B”) i datę roczną. Litery nie tyle są, jak zazwyczaj się uważa, skrótem od tradycyjnych imion Trzech Króli, lecz od łacińskiego Christus mansionem benedicat (lub polskiego: Chrystus Mieszkanie Błogosławi).
Dziś wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo, ale może przede wszystkim spotkanie duszpasterza z parafianami. Przygotowanie do takiej wizyty powinno przebiegać w dwóch wymiarach: duchowym i zewnętrznym przygotowaniu domu.

... i jak przebiega?

Odwiedziny duszpasterskie mają charakter domowej liturgii. Rozpoczynają się od obrzędu błogosławieństwa rodzin (w czterech wersjach) ze wspólną modlitwą i ewentualnie rozważaniem Słowa Bożego. Niekiedy wizyta rozpoczyna się od zaintonowania kolędy, którą wraz z domownikami (i czasami ministrantami) śpiewa kapłan. Witając się słowami „pokój temu domowi” życzy, aby stale był w tym domu obecny Chrystus, który przychodząc na świat przyniósł ludziom pokój. Po tym pozdrowieniu następuje modlitwa o błogosławieństwo Boże dla całej rodziny i obrzęd błogosławieństwa mieszkania z pokropieniem wszystkich obecnych wodą święconą.
Podczas wizyty powinien być czas na rozmowę duszpasterza z wiernymi, przedstawienie księdzu rodzinnych radości i problemów; jest możność zademonstrowania osiągnięć szkolnych pociech, czy też ich udziału w parafialnych ruchach.
Dziś jednak często dominuje pesymizm. Biedniejemy, wielu traci pracę i stać ich na skromną lub żadną ofiarę. Wstydzimy się tego, bo przecież chcemy złożyć jakiś datek na potrzeby najbliższej nam wspólnoty. Zatem „ ile dać?”, staje się często przedmiotem długich dysput i przysłania zupełnie inne możliwości, jakie stwarzają odwiedziny księdza w naszym domu.
Na ogół nie wiemy też, dlaczego i po co duszpasterze zapisują coś w swoich kartotekach. Czyżby spisywali wysokości ofiar, albo liczyli „pogłowie”? Tymczasem księża tłumaczą, że informacje zebrane podczas kolędy pozwalają na rozeznanie potrzeb danej rodziny, uregulowanie jej spraw dotyczących życia sakramentalnego (np. stwierdzenie pożycia w związku niesakramentalnym).
- Dokładne przestudiowanie kartotek przed kolędą było dla mnie zawsze bardzo cenną sugestią - wyjaśnia ks. Dariusz Gącik, notariusz Kurii diecezjalnej w Kielcach. - Wynikało z nich np., że ktoś z rodziny jest poważnie chory, że jest w niej problem alkoholowy albo, że ludzie żyją bez ślubu. Znając te fakty mogłem odpowiednio przygotować się do rozmowy. I zdarza się, że wizycie duszpasterskiej towarzyszą naprawdę budujące doświadczenia - jej owocem jest np. chrzest dziecka, przystąpienie do sakramentu pokuty po długim okresie przerwy, zawarcie zawiązku małżeńskiego, albo skierowanie do rodziny konkretnej pomocy materialnej. Ogólnie - „powrót do praktyki wiary”, jak mówią księża.
Niekiedy, z myślą o swych następcach, szczególnie w miejskich parafiach, duszpasterze przekazują sobie uwagi zabawne i nietypowe, np. gdzie można liczyć na posiłek. Chociaż, co do posiłku, to w miastach brakuje zupełnie nań czasu - chyba że jest to naprawdę ostatnie mieszkanie w tym dniu.
- Dzień chodzącego z wizytą duszpasterską księdza przedstawia się zazwyczaj tak - wyjaśnia ks. D. Gącik. - Rano katecheza w szkole, powrót na obiad lub nieco później, przejrzenie kartotek i już ok. 15.00 rozpoczynamy wizytę duszpasterską. Kończymy zwykle ok. 21.00 - 21.30. Potem ewentualnie jakaś kolacja i przygotowanie się do katechezy na następny dzień. Czasem przez tydzień zdarzało mi się nie odsuwać zaciągniętych na noc zasłon…

Po co w ogóle takie odwiedziny

W Kodeksie Prawa Kanonicznego odnajdujemy kan. 529 § 1, który mówi: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeżeli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując”.
Wizyta duszpasterska jest dobrym sposobem realizacji tej „funkcji pasterza”. Ks. D. Gącik przestrzega przed nazywaniem jej kolędą. Bo kolęda dotyczy tylko okresu Bożego Narodzenia i choć jest umocniona w Polsce silną tradycją, nie należy ograniczać możliwości wyboru przez proboszcza innego czasu.
Coraz częściej dzieje się tak w wielkich miejskich parafiach, gdzie wizytę rozpoczyna się na początku Adwentu - np. w kieleckiej parafii św. Maksymiliana. - Siła tradycji jest tak wielka, że ludzie oburzają się na tę praktykę. A nie ma ku temu podstaw - wyjaśnia ks. Gącik, zalecając wyrozumiałość wobec realiów konkretnej parafii. W innych diecezjach spotkać można daleko bardziej nowatorskie praktyki, np. odwiedzanie parafian przez cały rok w dwa wybrane dni tygodnia. Wówczas są to wizyty rzeczywiście długie. Ale u nas… - My pochodzimy z Bielin, Wilkowa, Lisowa - tłumaczą parafianie ze św. Maksymiliana - w naszych wsiach nie rozbierało się choinki, dopóki ksiądz nie przyszedł po kolędzie. To i niełatwo przywyknąć...

Jak to jest w naszej diecezji

Diecezja kielecka ma w zdecydowanej większości charakter rolniczy, gdzie na dobre zakorzenił się obyczaj celebrowania kolędy. Nie ma mowy o krótkich odwiedzinach. Ksiądz musi wysłuchać tego, co ludzie mają mu do powiedzenia, czasem pokosztować ciast upieczonych na tę okazję, „omodlić” nowe domowe sprzęty, skorzystać z transportu organizowanego przez parafian. Pan Stanisław z Morawicy nie wyobraża sobie, żeby ksiądz chodził na piechotę albo jeździł własnym samochodem. - To jedyna okazja, żeby z księdzem bliżej pogadać, poznać go. No i nie wypada - kwituje krótko. - Co ksiądz, to ksiądz.
- Dla mnie kolęda jako ciągłe pogłębianie relacji z parafianami, ma duży sens - wyjaśnia ks. prob. Marian Gawinek. - W takiej parafii jak Stojewsko, ksiądz zna wszystkich i wszyscy znają księdza, więc tym bardziej jest o czym porozmawiać. Odwiedzanie rodzin i domów odbywa się na sposób tradycyjny, w ciągu godziny mniej więcej są to cztery „numery”. Księdza poprzedzają zawsze ministranci, którzy zaśpiewają gospodarzom kolędę. Pan domu czeka przed bramą, zaprasza do wysprzątanego wnętrza. Z księdzem starają się spotkać wszyscy domownicy. Ludzie chcą się wygadać; mówią, że coraz trudniej im o nadzieję, rolnictwo jest bez szans. Ale ostatnio obserwuję, że część młodych zaczyna osiedlać się w rodzinnej parafii, głównie za sprawą dobrze prosperującego zakładu drzewnego.
Jednak i na kieleckiej wsi w tradycję wkraczają realia. - Ja z kolędą chodzę od rana, więc uwijamy się dość szybko - wyjaśnia ks. Jerzy Siemiński, proboszcz z Mieronic k. Wodzisławia. - Dlaczego? To proste. Ludzie nie pracują prawie w 100%, więc można odwiedzać ich od rana. W parafii Mieronice, liczącej ok. 1300 osób, kolęda trwa ok. 15 dni. Chociaż ludzie są ubodzy, to absolutnie nie spotkałem się z mniejszą niż kiedyś serdecznością. Chcą księdza zatrzymać jak najdłużej, wygadać się. Panuje zupełnie wyjątkowa atmosfera - inna, nie naznaczona takim pośpiechem, jak np. wspominam z Kielc czy Pińczowa.
Kolęda, choć nieraz krytykowana za jej formę, jawi się jako szansa i propozycja. Otwarte drzwi domów, tradycja staropolskiej gościnności i wreszcie zaproszenie do rewizyty - bo taki sens ma przecież jakakolwiek wizyta - stwarzają wielkie możliwości. Warto z nich skorzystać.

Wydarzyło się podczas kolędy...

Państwu N. pomyliła się data wizyty księdza, więc na pukanie kapłana otworzył tylko pan domu. Ponieważ zapewniał, że żona za chwilę nadejdzie, a do wizyty są w zasadzie przygotowani - psychicznie i duchowo, ksiądz zgodził się zaczekać i nawet ofiarował swą pomoc w szybkim przygotowaniu ładnie wysprzątanego pokoju. Jakaż była konsternacja pani domu, która na to właśnie nadeszła i stwierdziła, że stół został nakryty... poszewką na kołdrę.

* * *

Gospodarze długo oczekujący swej kolejki włączyli telewizor i zapomnieli go wyłączyć, gdy ksiądz wreszcie nadszedł. Usadowili go w fotelu naprzeciw ekranu, gdzie właśnie trwały wybory Miss Nastolatek, zapewniając, że to będzie najlepsze dla księdza miejsce…

* * *

Zmęczony całodzienną kolędą ksiądz trafił wreszcie na koniec do swych dobrych znajomych i rozluźniony rozpoczął wspólną modlitwę: „A teraz pomódlmy się słowami, którymi Pan Jezus zwrócił się do swego Ojca: Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Rozpoczął się Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan

2019-01-18 22:02

Kamil Krasowski

W Kościele katolickim rozpoczął się Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. W naszej diecezji 18 stycznia zainaugurowało go nabożeństwo ekumeniczne w parafii katedralnej w Gorzowie.

Karolina Krasowska
Nabożeństwo ekumeniczne w kaplicy katedralnej w Gorzowie

Zobacz zdjęcia: Nabożeństwo ekumeniczne w parafii katedralnej w Gorzowie

Modlitwom ekumenicznym w Gorzowie przewodniczył ks. prał. Zbigniew Kobus, proboszcz parafii katedralnej. - Bardzo serdecznie pragnę powitać wszystkich obecnych na naszym nabożeństwie o jedność chrześcijan, którym rozpoczynamy tydzień powszechnej modlitwy w Kościele rzymskokatolickim o jedność wszystkich chrześcijan na całym świecie. Tym nabożeństwem rozpoczynamy także modlitwę naszej diecezji zielonogórsko-gorzowskiej  - powiedział ks. prał Kobus. - Do tej pory gromadziliśmy się rokrocznie w katedrze. Ale cieszę się, że mimo tego bólu, który przeżywamy już od półtorej roku z powodu braku katedry, która jest odbudowywana, remontowana gromadzimy się w tej kaplicy naszej parafii katedralnej. I cieszę się, że do niej przybywacie na modlitwę także w intencji jedności wszystkich chrześcijan. Chociaż na dworze trochę chłodno, ale myślę, że nasze serca rozgrzane są wzajemną życzliwością, powiem więcej - miłością i radością z tego, że razem możemy stawać do wspólnej modlitwy.

W modlitwie uczestniczyli ze strony polskiej: bp Mirosław Wola - proboszcz parafii kościoła ewangelicko-augsburskiego w Gorzowie, ks. Jarosław Szmajda - proboszcz parafii prawosławnej w Gorzowie, pastor Dariusz Chudzik - proboszcz parafii Zboru Kościoła Chrześcijan Baptystów w Gorzowie, ks. Tadeusz Kuźmicki - referent ds. ekumenizmu diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, który przygotował nabożeństwo w Gorzowie, ks. Rafał Mocny - duszpasterz akademicki w Słubicach oraz prof. Paweł Leszczyński - prorektor Akademii im. Jakuba z Paradyża, reprezentant kościoła ewangelicko-augsburskiego. Z kolei stronę niemiecką reprezentowali: superintendent Frank Schürer-Behrmann z Europejskiego Centrum Ekumenicznego we Frankfurcie n. Odrą, pastor dr Justus Werdin z Europejskiego Centrum Ekumenicznego we Frankfurcie n. Odrą oraz superintendent Christoph Bruckhoff z ewangelickiego Kościoła Oderland-Spree.

Tematem tegorocznego Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan są słowa z Księgi Powtórzonego Prawa: "Dąż do sprawiedliwości" (Pwt 16,20), zaś rozważania i modlitwy zostały przygotowane przez chrześcijan z Indonezji.

Homilię wygłosił pastor dr Justus Werdin, który na samym początku wyraził współczucie z powodu śmierci prezydenta Gdańska śp.Pawła Adamowicza. Pastor skupił się także na haśle tegorocznego Tygodnia Modlitw O Jedność Chrześcijan "Dąż do sprawiedliwości". -  Sprawiedliwość należy do Pisma Świętego. Tam bardzo często się spotyka to słowo i należy ono do samego Boga. Więc pozwólcie, że spytam jaki jest dźwięk tego słowa, co tam w nim dźwięczy ? - pytał pastor Werdin. - Bóg jest sprawiedliwy, a my to mamy słyszeć i dostosowywać się do tego dźwięku. Myślę, że Bóg bardzo chce, abyśmy byli Jego pomocnikami w dziele sprawiedliwości - kontynuował pastor. 

Kolejne nabożeństwa ekumeniczne zaplanowano w Wyższym Seminarium Duchownym w Gościkowie-Paradyżu (23 stycznia) i parafii Ducha Świętego w Zielonej Górze (25 stycznia).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem