Reklama

Świadectwo misjonarza

2018-04-04 10:34

Alicja Magura
Edycja zamojsko-lubaczowska 14/2018, str. IV-V

Alicja Magura
O. Tadeusz Brzozowski

Alicja Magura: – Jak jest na tych misjach? Jak ludzie w Kenii podchodzą do nauki, którą Ojciec głosi? Przecież to nie jest proste zadanie, mówić o Jezusie Chrystusie w miejscu, w którym nikt o Nim nie słyszał?

O. Tadeusz Brzozowski OFMconv.: – Tam głoszenie Ewangelii ma dwie warstwy. Pierwsza, to głoszenie słowem, co też jest trudne, bo języków jest bardzo dużo. W samej Kenii jest ponad 40 szczepów i tyle samo języków plemiennych. Dominującymi są język angielski i język suahili. Druga, ta ważniejsza warstwa, to być z nimi na dobre i na złe. Budowanie szkół, kaplic, sierocińców, ośrodków zdrowia. Tak więc głosić Ewangelię słowem, ale i czynem.

– Kiedy Ojciec przyjechał na tereny Kenii i mógł się już spotkać z tamtejszym ludem, co utkwiło najbardziej Ojcu w pamięci?

– Radość ich życia. Nie mają zbyt wiele, są biedni albo bardzo biedni, ale mają pogodę ducha. Uczą nas tego, by cieszyć się życiem i dziękować Bogu za to, co się ma, a nie szukać tego, czego się nie ma, co zawsze wypełni serce smutkiem. Raczej dziękowanie i zgoda na tor, co się ma, bo to daje człowiekowi szczęście. Oni nas tą pogodą ducha zarażają, uwodzą i zachwycają.

– Podczas Słowa Bożego, które kierował Ojciec do wiernych w lubaczowskiej świątyni, padło takie stwierdzenie: „My mamy zegarki, oni mają czas”.

– Tak. Mają poczucie wolności i misjonarz musi uczyć się ogromnej cierpliwości. Mają zupełnie inne pojęcie czasu. Jeśli się spóźnią dwie godziny na ślub, to uśmiechnięci mówią: „Niech misjonarz też się uśmiecha, bo to ślub, a nie pogrzeb”. Mają ogromny dystans do rzeczywistości. Też przez te 25 lat nigdy nie pochowałem kogoś, kto zmarł na zawał serca czy nadciśnienie. Oni uczą nas tego, że na najważniejsze rzeczy nie jest za późno i zawsze jest na to czas. Za to im też dziękuję.

– Jeżeli już mówimy o ślubach i pogrzebach. Jak wygląda tam Eucharystia i przyjmowanie sakramentów?

– Życie sakramentalne i Msza św. ma taki sam scenariusz jak w Polsce, w Europie. Cały Kościół katolicki w ten sam sposób sprawuje sakramenty. Ale jest też kultura afrykańska. Jest dużo tańca i śpiewu podczas Mszy św. Wszystko musi być wytańczone, dla nich ważny jest język ciała. Jak śpiewają „Chwała na wysokości” czy „Wierzę w Boga”, to machają. Mówię wtedy żartobliwie do kolegi, że nie ma deszczu, a wycieraczki włączone. Ich całe ciało musi mówić Panu Bogu, że Go kochają i są wdzięczni za to, co im daje. Z chrztem też jest dużo zabawnych sytuacji.

– Proszę przytoczyć taką sytuację.

– Tam bardzo dużo dzieci. 30, a czasem nawet 50 przyjmuje sakrament chrztu. Jak byłem młodym misjonarzem, to miałem w ręku księgę, próbowałem odczytać formułę chrztu, a jednocześnie chciałem zrobić na czole dziecka znak krzyża (tam kobiety karmią piersią o każdej porze). Wczytany w tekst, szukam główki, a to była pora karmienia. Kościół bił brawo, że mamie pokarmu nie zabraknie. Takich sytuacji jest mnóstwo, ale oni tak naturalnie to postrzegają. Pogrzeby też są interesujące. Dziwią się, że my, biali, wynosimy ciało na cmentarz. Oni chowają mężczyznę przed drzwiami wejściowymi, a kobiety za domem. Uczy się człowiek tej kultury i czuje, że Pan Bóg ich kocha w tym, jak oni wyrażają swoją miłość, liturgię i sakramenty.

– Mówił Ojciec, że mają na wszystko czas. W trakcie głoszonego Słowa Bożego wspomniał również Ojciec o tym, że Eucharystia trwa tam trzy, a czasem nawet cztery godziny. My bardzo często, gdy Msza św. się przedłuży o 5 czy 10 min spoglądamy na zegarek i czekamy, aż się zakończy, a tam jest zupełnie inaczej?

– Oczywiście. Pełna swoboda. Często na początku Mszy św. ministranci potrafią odpiąć misjonarzowi zegarek, mówiąc: „On Ojca zniewala, bez zegarka będzie łatwiej”. Pewnie dlatego uczą nas, że czas to dar od Pana Boga i kiedy jesteśmy dla siebie nawzajem, dla Pana Boga, w kościele, robimy coś dla drugiego człowieka, to Pan Bóg za naszymi plecami rozwiązuje nasze problemy. To widzę dzień po dniu i to jest największy krok w kierunku mojej wiary. Widzę, jak Pan Bóg działa, kiedy człowiek ma dla Niego czas.

– Jak często sprawowana jest Eucharystia?

– W głównej misji mamy Mszę św. codziennie, ale do kaplic dojazdowych, których jest 20-25, dojeżdżamy z różną częstotliwością. Co niedzielę każdy misjonarz odprawia 3 Msze św. Liturgia jest przebogata i mimo potwornego zmęczenia, gdy niedziela się kończy jest ogromna satysfakcja, bo spotkanie z tymi ludźmi daje, czy pomnaża, w sercu misjonarza energię. Jest apetyt na pracę.

– Jak wygląda życie codzienne misjonarza w Kenii?

– Głosimy misje, rekolekcje dla ludności tubylczej, zakonników, zakonnic, kapłanów, ale też mamy pod opieką przedszkola, szkoły, sierocińce i ośrodki zdrowia. Tam misjonarz ma też zdobyć lekarstwa, żywność, zadbać o to, aby te wszystkie obszary życia codziennego, m.in. medycyna, edukacja, szły do przodu. Dzień zaczyna się wcześnie rano, ok. szóstej. Słońce wschodzi na równiku zawsze przed siódmą i zachodzi o siódmej. Jest albo ciemna noc, albo jasny, słoneczny dzień. Wcześniej się idzie spać, często nie ma prądu i tak to życie ma swoją rytmikę, którą można pokochać.

– W Polsce w wielu parafiach działają różne stowarzyszenia czy grupy dziecięce i młodzieżowe. Jak wygląda duszpasterstwo młodych ludzi w Kenii? Czy w ogóle istnieje?

– W każdej parafii musi być chór dziecięcy, młodzieżowy czy dorosłych. Dzieci są w kółku tanecznym, tzw. sundayschool i tam uczą się tańczyć, oddawać językiem ciała treść przesłania, które niesie pieśń kościelna. Jest to bardzo urocze. W każdej grupie parafialnej jest taka energia, co sprawia, że chce się dać coś od siebie.

– Na początku rozmowy zapytałam, co najbardziej utkwiło Ojcu w pamięci z pierwszego spotkania z mieszkańcami Afryki Wschodniej, a co było dla nich najtrudniejsze w tym, co usłyszeli od Ojca?

– Co najbardziej ich kosztuje? Zrozumieć, że biały człowiek, mający wszystko, jest z nimi na dobre i na złe. To ich szokuje. Zadziwiające jest dla nich również to, że Pan Bóg przebacza wszystkie grzechy. Kochają spowiedź, bo widzą, że po tym jest dużo spokoju w sercu i zaczyna się wszystko od nowa. Szokuje ich to, że Pan Bóg jest kochający, miłosierny i przebaczający. I że na znak tego, jak ich kocha, daje misjonarza, białego człowieka, który mógłby być u siebie, a jest z nimi.

– Przyjeżdżając na urlop do Polski nie brakuje Ojcu tamtego klimatu, atmosfery i ludzi?

– Brakuje. Samolot przenosi człowieka w ciągu 12 godzin w XVIII/XIX wiek. Jest to spotkanie dwóch planet, gdzie chcą białego człowieka. Jest on dowodem na to, że Pan Bóg o nich nie zapomniał. Tak więc powrót do Afryki jest zawsze wielką radością.

– Czy dużo jest dziś powołań misyjnych?

– Tych powołań misyjnych było kiedyś więcej. Musimy się więc modlić, bo jak śpiewamy „Wiele jest serc, które czekają na Ewangelię”. Zawsze jeśli coś dobrego zrobisz dla drugiego człowieka, to twoje życie nie będzie zmarnowane. Może Pan Bóg natchnie kogoś tu, w Lubaczowie, żeby coś dobrego zrobił, np. dla Afryki. Najważniejsze jest to, aby nie bać się usłyszeć tego głosu, bo to jest droga do szczęścia.

PS Do Lubaczowa wraz z o. Tadeuszem Brzozowskim przybył brat Robert Kozielski, który również pracował w Kenii. Po Eucharystii wierni mogli wesprzeć misje franciszkańskie oraz zaopatrzyć się w drobne pamiątki, które przywieźli ze sobą misjonarze.

Tagi:
wywiad misjonarz

Pozostał w Afryce do końca

2018-11-21 10:49

Ewa Biedroń
Edycja małopolska 47/2018, str. V

Ks. Jan Kostrzewa
Ks. Jan na jednym ze zdjęć prezentowanych na wystawie

20 lat temu na misjach zginął tarnowski misjonarz ks. Jan Czuba. Został zamordowany 27 października 1998 r. w Loulombo w Republice Konga. Wiele osób jest przekonanych o jego świętości

Rodak misjonarza, ks. Jan Wnęk: – Miesiąc tylko modliłem się o zbawienie ks. Jana, a od tego czasu modlę się o jego beatyfikację. Wiem, że jeżeli taka będzie wola Pana Boga, to kiedyś będziemy mogli go czcić jako błogosławionego Kościoła – podkreśla i wspomina: – Podczas wakacji 1998 r. odradzaliśmy mu powrót do Afryki. Odpowiedział, że tam są jego parafianie, a owce nie mogą być bez pasterza. Był gotów na śmierć. Płakał, kiedy na dworcu w Tarnowie szedł do autobusu. Zakładał, że może się już nie spotkać na ziemi ze swoimi najbliższymi.

Misjonarz – męczennik

Ks. Stanisław Morańda, przyjaciel misjonarza i jego kolega z seminarium: – Uważam ks. Jana za męczennika. Nie mam wątpliwości, że jest zbawiony. Kiedy był w Polsce na urlopie, angażował się w dzieła misyjne. Odwiedził mnie podczas oazy misyjnej, odprawił Mszę św. i przyjął najmłodszych do Papieskiego Dzieła Misyjnego Dzieci. Wtedy mówił też, że musi wracać do Konga. Powiedział, że jeśli zginie w Afryce, to pójdzie do nieba.

Grupa rebeliancka, która wtargnęła na teren misji, żądała od ks. Czuby broni, ponieważ ks. Jan był zaangażowany w proces rozbrojenia podczas rebelii. Ks. Krzysztof Czermak, dyrektor Dzieła Misyjnego Diecezji Tarnowskiej, przypomina: – Kiedy morderca zażądał broni, misjonarz powiedział, że jej nie ma, bo do Konga nie przybył, by podejmować wojnę, lecz głosić pokój. Zwraca uwagę na słowa, jakie dwa dni przed śmiercią napisał ks. Czuba, że zostaje na miejscu do końca. I podkreśla: – Ta decyzja świadczy o jego wierności do końca Chrystusowi i Kościołowi.

Pamięć o ks. Janie Czubie jest żywa w diecezji tarnowskiej. W Słotowej, rodzinnej wiosce ks. Jana, znajduje się kaplica misyjna z pamiątkami po męczenniku, a miejscowej szkole podstawowej nadano jego imię. W Pasierbcu, w wyobrażeniu XIV stacji Drogi Krzyżowej, to ks. Jan Czuba razem z o. Zbigniewem Strzałkowskim składają do grobu ciało Chrystusa. Męczennik jest patronem Domu Formacji Misyjnej w Czchowie.

Ocalić pamięć

Bobowa stała się diecezjalnym ośrodkiem duchowości ks. Jana Czuby. To jedyna parafia, w której ks. Jan posługiwał przez 4 lata przed wyjazdem na misje. Ks. Marian Chełmecki, proboszcz z Bobowej informuje: – Nasi parafianie pamiętają o rocznicy śmierci ks. Jana i uczestniczą w Mszach św. Co roku mieszkańcy i duszpasterze udają się z pielgrzymką do Słotowej i miejsc związanych z misjonarzem. W szkołach odbywały się lekcje wychowawcze poświęcone jego osobie. W 2012 r. powstała biblioteka parafialna im. Ks. Jana Czuby.

Co pięć lat, w okrągłe rocznice, Barbara Kowalska przygotowywała uroczyste spotkania przyjaciół ks. Jana, wystawy, specjalne wydanie parafialnej gazety i gromadziła pamiątki. W październiku 2016 r. wychowankowie ks. Jana zorganizowali nabożeństwo różańcowe, spotkali się w bibliotece jego imienia i zawiązali grupę ks. Jana Czuby. Z jej inicjatywy powstała róża Żywego Różańca im. ks. Jana Czuby. przygotowano wystawę, program parafialny pod nazwą: „Rok ks. Jana Czuby”. Co miesiąc w parafii są odprawiane Msze św. w intencji beatyfikacji ks. Jana. W tych spotkaniach towarzyszy parafianom rodzina ks. Jana. W br. odbyły się rekolekcje szkolne dla dzieci i młodzieży, których tematem było życie i męczeństwo misjonarza. – Chcemy ocalić pamięć o ks. Janie Czubie, przekazać ją młodemu pokoleniu i ludziom, którzy nigdy go nie spotkali – mówi ks. Marian Chełmecki.

Ks. Jan Czuba urodził się 5 czerwca 1959 r. w Pilźnie. W seminarium pełnił funkcję prezesa kleryckiego koła misyjnego. Święcenia kapłańskie otrzymał 27 maja 1984 r. z rąk bp. Jerzego Ablewicza. W 1989 r. kapłan wyjechał do Afryki. W Kongu pracował w Mindouli, potem w r. 1992 przybył do Loulombo, gdzie przez dwa lata współpracował z ks. Józefem Smoleniem. W 1994 r. został tam proboszczem i pełnił tę funkcję aż do śmierci. Misjonarz spoczywa na terenie misji. Miał 39 lat. Z 14 lat kapłańskich 9 spędził na misjach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek u św. Marty: na Boże Narodzenie trzeba przygotowywać się z wiarą

2018-12-10 12:00

st (KAI) / Watykan

Do przeżywania Bożego Narodzenia z wiarą, a nie na sposób światowy czy wręcz pogański zachęcił Ojciec Święty podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii papież nawiązał do czytanego dziś fragmentu Ewangelii (Łk 5,17-26) opisującego uzdrowienie paralityka, spuszczonego przez dach. Zaznaczył, że wiara napełnia odwagą i jest drogą, by poruszyć serce Jezusa.

Grzegorz Gałązka

„Prosiliśmy o wiarę w tajemnicę Boga, który stał się człowiekiem. Wiara także dzisiaj, w Ewangelii, ukazuje, w jaki sposób dotyka serca Pana. Jezus często powraca do katechezy na temat wiary, nalega. «Widząc ich wiarę» - mówi Ewangelia. Jezus widział tę wiarę – bo trzeba odwagi, aby zrobić dziurę w dachu i spuścić łóżko z chorym ... ci ludzie mieli wiarę! Wiedzieli, że jeśli chory znajdzie się przed Jezusem, zostanie uzdrowiony” – skomentował Franciszek.

Papież przypomniał, że Pan Jezus podziwiał wiarę wielu ludzi, jak w przypadku setnika, który prosił o uzdrowienie swego sługi; Syrofenicjanki, która wstawiała się za córką opętaną przez diabła czy też kobiety, która dotykając rąbka płaszcza Jezusa, została uleczona z krwotoku. Z drugiej strony wyrzucał ludziom brak wiary, czy też małą wiarę, jak u Piotra, który zwątpił.

Nawiązując do kolekty dzisiejszej Mszy św. Ojciec Święty przypomniał, że była w niej zawarta prośba, abyśmy mogli przez czystość serca przygotować się na obchody Bożego Narodzenia.

„To prawda, a wiemy to wszyscy, że Święta Bożego Narodzenia często nie są obchodzone z wielką wiarą, a niekiedy w sposób światowy lub po pogańsku. Ale Pan prosi nas, abyśmy czynili to z wiarą, a my, w tym tygodniu, musimy prosić o tę łaskę: aby móc ją celebrować je z wiarą. Niełatwo jest strzec wiary, nie jest łatwo bronić wiary” - stwierdził Franciszek .

Papież zauważył, że szczególnie wymowny jest opis uzdrowienia niewidomego od urodzenia w dziewiątym rozdziale Ewangelii św. Jana. Uznaje on w Jezusie oczekiwanego Mesjasza. Franciszek zachęcił do kilkakrotnego przeczytania tego fragmentu.

„Zakończmy tę lekturę aktem wiary: «Wierzę Panie, zaradź memu niedowiarstwu!. Obroń moją wiarę przed światowością, przed przesądami, przed rzeczami, które nie są wiarą. Obroń ją prze sprowadzaniem jej do teorii, czy to były by teologizacje, czy moralizacje ... nie. Niech to będzie wiara w ciebie, Panie»” – powiedział Ojciec Święty na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Kenia: zamordowano kolejnego kapłana

2018-12-10 21:21

st (KAI) / Nairobi

Dzisiaj rano w należącym do metropolii Nairobi mieście Kikuju złodzieje zamordowali ks. Johna Njoroge Muhia. To siedemnasty kapłan w Afryce, a 34 w świecie zamordowany od początku bieżącego roku.

Didgeman/pixabay.com

Zdaniem policji zabójstwo miało podłoże rabunkowe. Kapłana zawożącego do banku ofiary wiernych otoczyło 4 osobników na motocyklach, zażądało torby z pieniędzmi i otworzyło ogień. Napastnicy ukradli także telefon komórkowy kapłana. Do morderstwa doszło około 8 rano.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem